Mniejsza większość. Fraszki strasznie niepolityczne

 

 

  Mniejsza większość

Fraszki strasznie niepolityczne

Od autora

 

    Kto wymyśla w Polsce takie dziwne granice partyjnych sloganów i tych bzdur: gdzie polityka powinna być, a gdzie polityki być nie może? To zastrzeżenie najczęściej odnosi się w stosunku do Stanu Duchownego i do Kościoła w Polsce, ale też bardzo mocno  i do Świata Pracy, któremu także i dziś dzieje się coraz gorzej, a jego wpływ na to, co w Polsce – jest coraz bardziej znikomy. Silny 10-milionowy związek Solidarność przeszkadzał jakże wielu, z jego legendarnym przywódcą Lechem Wałęsą włącznie. I to kiedy? Przede wszystkim wtedy, gdy był już Prezydentem Rzeczpospolitej wybranym przez cały Naród!

 

    Iluż mamy takich niby proroków, którzy twierdzą, że  miejsce do Modlitwy to li tylko w świątyniach lub w swoich domach. Miejsce dla Krzyża, zasadniczego znaku Wiary Narodu Polskiego -  jest tylko w kościele, bo nie ma prawa być w miejscu publicznym, ponieważ godzi w uczucia garstki niewierzących lub wyznawców innych religii. I jednocześnie ci sami niby prorocy gonią do Watykanu, by wziąć udział w nabożeństwie poświęconym Beatyfikacji Jana Pawła II, który właśnie Wierze wyznacza miejsca najbardziej publiczne i jest to jak najbardziej słuszny aksjomat.


 

    W Polsce nie ma problemu Katolików, bo w Polsce jest po prostu Katolicki cały Naród Polski.  Niby prorocy, wraz ze swoimi partiami nie stanowią nawet przysłowiowych 10 proc., Wierzących, są więc  żadną reprezentacją Narodu w wymiarze socjologicznym. A szarogęsią się tak, jakby byli zdecydowaną większością. Tej diabelskiej strategii jakże pomagają owe szatańskie polskojęzyczne, a w gruncie rzeczy jakże obce media. Cacus: wszech wiedzący redaktor Tomasz Lis niemal na czterech pobiegł do Jana Tomasza Grossa i zaprosił go do studia, by promować jego książkę, jakże polakożerczą: „Złote żniwa”, dając tym dowód, jakim jest Polakiem i jak bardzo lubi te żydowskie srebrniki w postaci honorarium za taki służalczy lizusowski program. Milczy natomiast o książce prof. Jana Roberta Nowaka, naukowej polemice wobec „Złotych żniw”, opartej na faktach, dokumentach, relacjach naocznych świadków, przeważnie Żydów, z Holocaustu ocalałych  dzięki Polakom –  chłopom, kolejarzom , strażakom, żołnierzom Polski Podziemnej, tak zaciekle zwalczanych przez Żydów w mundurach NKWD po wkroczeniu do Polski Armii Czerwonej. Na tychże   polskich chłopów, kolejarzy, strażaków i żołnierzy Polski Podziemnej  jakże  pluje jaśnie oświecony Jan Tomasz Gross. Jaśnie oświecony tą wizją tej bajońskiej sumy – haraczu w wysokości 65 miliardów dolarów, jakiego żądają polakożercze kręgi żydowskie  od biednej Polski, a to zapewne z wdzięczności za ocalenie tylu istnień żydowskich.       

 

  


Gdy w Polsce milczenie w sprawach publicznych jest tak głuche i głębokie, to co rusz medialni geniusze podnoszą temat  pilnej potrzeby rzekomej tolerancji, usunięcia Wiary z tzw. przestrzeni publicznej Państwa, usunięcia krzyży ze szkół i urzędów…


W Polsce jeśli jest siła, która podnosi Naród z klęczek  - z upokorzenia, biedy i niedostatku, także z jarzma niewoli, co już historycznie jest udokumentowane - to tą siłą jest właśnie Wiara Narodu Polskiego w Boga. I wara każdemu „bubkowi” od szargania tych najświętszych wartości. Wiara to nasze Narodowe Sanktuarium, to Dusza Naszego Narodu, a każdy kto kala Duszę Narodu – jest wrogiem Narodu.  

  

   Kościół Katolicki  w Polsce od pierwszych dni swojego istnienia jest w Polsce jakże bardzo publiczny, bo jego nauki społeczne dotyczą przecież Sumienia Człowieka, Sumienia Społeczeństwa, Sumienia Narodu. Komu to się nie podoba, może po prostu z Polski tylko wyjechać. Im wcześniej – tym lepiej, także dla Polski!

 

    Tematy te są  i zawsze powinny być  jakże bardzo publiczne, a gdy spychane są na margines – w Państwie Polskim zawsze dzieje się źle, deptane są prawa człowieka i obywatela, etyka i kultura zwijane są do lamusa, jaśnie rządzący pławią  się w dostatku, w hegemonii i własnej głupocie pełnej bufonady i sobiepaństwa, używający swojej jaśnie partii do zdobywania stanowisk i urządzania się co najmniej na kilka pokoleń. Popatrzcie, jakie goło dupce  zasiadają na publicznych stołkach, na których chcą trwać choćby do końca życia i jacy dorobieni schodzą z tych stołków, a niejednokrotnie aż są z nich wyrzucani. Mówić o takich tematach publicznie – to jakże niepolitycznie! Takie stereotypy wypaczają prawa obywatela, którego najświętszym prawem - to czuć się gospodarzem swojego Kraju. Takie stereotypy wypaczają Prawdę, Sprawiedliwość, Prawo. Wszyscy złotouści podejmujący kolejne próby czynić Kłamstwo – Prawdą li tylko na wieki wieków ( i Amen)  złotoustymi pozostaną, także sobie  i także u swoich  potomnych chwały nie przynosząc.


 

    Tomik : „Fraszki strasznie niepolityczne” poświęcam jednak  - i jednym i drugim, świadom, że ci drudzy są zdecydowaną większością. Świadom, że ci pierwsi będą odsądzać mnie od czci i wiary, bo akurat tutaj mają duże doświadczenie. Ci drudzy – przyznają mi rację. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie – aby i jedni i drudzy byli czytelnikami  debiutanckiego tomiku moich fraszek…niesamowicie niepolitycznych., albowiem na polityce w Polsce zna się każdy. A więc także i ja.

                                                                                         Stanisław J. Zieliński

                                                                                         Gdańsk 3.05.2011 r.

 

 ISBN 978-83-60378-81-8

Stanisław J. Zieliński, absolwent  Polonistyki Uniwersytetu Gdańskiego jest laureatem wielu konkursów poetyckich, w tym: I Nagrody XII Ogólnopolskiego Konkursu na „Fraszkę o Statuetkę Jana Kochanowskiego”  -  Zwoleń  2010  oraz  III  nagrody  Konkursu  Poetyckiego„ Zło Dobrem Zwyciężaj” poświęconego  Ks. Jerzemu Popiełuszce, organizowanego przez Fundację Sztuki  ABDANK – Warszawa 2010. Wydaje też Autorski Magazyn Satyryczny ”USTAlone”. W którym przywraca do łask polską satyrę polityczną, gatunek tak bardzo popularny w dobie naprawy Rzeczypospolitej w czasie Sejmu Czteroletniego.

Gdańsk, 03. 05. 2011




Mniejsza Większość

 Fraszki strasznie niepolityczne

 

Zakaz

 

Nie tykać sprawy Smoleńska

Bo koalicja zwycięska

Już nigdy przenigdy

Nie będzie taka zwycięska

 

Mniejsza większość

 

I pytają Żydzi

I kto znowu

W Polskim Parlamencie

Ma tak naprawdę

Prawo największe

Prawo najświętsze

 


Kaprys historii

 

Kolejna Rocznica

I kolejny zgrzyt

Przez ten Nasz Wielki

Solidarny

Narodowy

Mit

 



Gdy Dłoń…

 

W powietrzu

Do rozmów zawiśnie

Już gołym okiem widać

Na Ulicy widać

Tę narastającą

Ciszę

 

Gest


 

Czy Naród

Z ulgą odetchnie

Gdy Prezydent do Narodu

Na siłę się uśmiechnie

 

Kłopoty z władzą

 

Niezwykle trudny

Prezydencki świat

Gdy doradcami

Niepewność i strach

 

 Oczko

 

Przyjmuje oczko

Od Putina Merkel

W Polsce Wasz Prezydent

Ale Nasz jest

Premier

 

 Specyfiki

 

Przeróżne terminy

Wymyśla nauka


Dla jednych

Noc jest głęboka

Dla innych

Noc jest po prostu

Długa

 

 


W kółko Macieju

 

I znowu w Polsce

Pełen pychy Żyd

Znów się zabiera

Za Nasz Polski

Chrystusowy

Krzyż

 

Bo Krzyż strzeże Wiary

Świętych Praw i Zasad

A  Starszy  znów w Polsce

Chciałby swobodnie

Dorobić się

Wszystkiego nałapać    

 

 Póki…

 

Naprawdę Polska

Naprawdę Solidarna

Dla wszelkich mafiosów

Agentura  raczej

Marna


 

 Beneficja

 

I rząd Tuska też

Wylał na szpitale

Aż tyle łez

 Zwycięzcy

 

Mieli wejście rzeczywiście twarde

Bo je po prostu

Wzmocnili

Hazardem

 

 Rozgłos

 

I szumi

Nie tylko Wiatr

Kto w tym spektaklu

„Hazard w Polsce”

Pierwszą rolę

Ma

 

Przeklęta kadencja

 

I trafia nas Szlag

I zalewa Wielka Woda

A szkoda

 

Do Biskupów Ugodowców

 

Gdy w najbardziej

Publicznym miejscu w Polsce

Krzyża nie chcecie

To co Ludowi

Podczas swojej Homilii

Powiecie


 

 Nagroda

 

Kto Dobry Pasterz

Bezwzględnie Wierzy

Do tego zawsze na czas przybędzie

Arcybiskup dr Sławoj Leszek Głódź

I Nekrolog z metra

Z najlepszego marmuru

Osobiście

I to w świątyni

Którą był Zasłużony Kapłan wzniósł

Hojnie wymierzy

 

I nawet litery złote

Na Sarkofagu Całym

Żeby przez wieki

Dostojnie

Widniały

 

  Profity i obietnice

 

Znowu Czas w Polsce

Zupełnie nie tak biegnie

Rządzący profity

Li tylko dla siebie

Narodowi przed wyborami

Li tylko jakież hojne

Cudowne

Lecz puste obietnice

 

 Zdrada Solidarności

I Polskiej Racji Stanu

 

I cała Polska

Widziała to naocznie

Kto w Szczecinie i w Gdyni

Zbezcześcił Polskie Stocznie

I jeszcze wciskają

Tę goebelsowską sensację

Że mieli rację


 

 Zasada sprawiedliwości

 

Dla partyjnych bęcwałów

Najdroższe służbowe limuzyny

Dla Polskich Dzieci w potrzebie

Wciąż ten kapelusz po prośbie

I li tylko okruchy

Ze Stołu Ojczyzny

 

Urodzaj bossów

 

Dla iluż w Polsce

Horrendalne czasy

Milionowe odprawy

Z Państwowej Kasy

 

I dla Marszałka Senatu

Prezydencka Odprawa

Rzecz Święta

Przez jeden dzień pełnił

Obowiązki

Prezydenta

 

 


Kameleony

 

Przy Ojcu Świętym

Janie Pawle II

Jacyż byli uczynni

Same Wierne Boże Sługi

Dziś Miast Papieski Testament wypełnić

Wobec Boga

Wobec Polski

Wobec Europy i Świata

Unoszą swoje łby i bluźnią

Świętemu Znakowi Wiary

Nagle w publicznym miejscu w Polsce

Krzyż im przeszkadza

 

Komuchu niedojrzały

Za czyje grosze hojne

Przeciw Krzyżowi

Wzniecasz w Polsce

Wojnę

 

Były już srebrniki

Były carskie

Były bismarckowskie

Były stalinowskie

 

Teraz libertyńskie

I zapaterowskie

I masońskie

I żydowskie

 


Mrzonki

 

Może i atom

Może i gaz

Może nawet wodór

Ponieważ w Państwie

Bagna coraz więcej

Najbardziej pewny przeto

Bagienny odór

 

 Kukły

 

Mówią o sobie

Że niezwyciężeni

A wszystko wokół

Ze złości aż się pieni

 

 Repetytorium

 

Kto ustanawia

Program tej karuzeli

Niedawno słuchali Moskwy

Dziś słuchają

I Moskwy i Brukseli


 Dyskrecja

 

Ledwo nikłe wzmianki

Jakie w Polsce

Mamy krowy święte

Wszystkie prywatne

Komercyjne banki

 

 Kariera

 

Wygrasz w Polsce wybory

Koniec wszelkiej biedy

W Polsce Mandat Posła

Klucz do każdej wiedzy

 

Magiczny Krąg

 

Rządowa koalicja

Ma poziomą

Magiczną listę

Jeszcze wczoraj

Minister Kultury

Dzisiaj już

W resorcie zdrowia

Minister

 

 Nowy sezon

 

Rusza na łów

Nowa sfora psów

 

Układni

 

Swoje solidarne serce

Zostawili w Magdalence

Teraz li tylko

Od góry do dołu

Krążą dookoła

Okrągłego Stołu

 

A lud Mój Dobrodzieju

Traci nawet te prawa

Które miał  w PRL-u

 

 Niedowiarki

 

Wielu nadal nie wierzy
Skąd w Polsce

Tak szybko wyrośli

Hakerzy

Miliarderzy

 

Jeszcze nie tak dawno

Leninowi

Sprzedawali swoją duszę

I byli tak sprawie oddani

Proletariusze

 

Urządzili się

Dziadkowie Ojcowie

A dzisiaj na scenie

Są już ich wnuki

Kolejne siarczyście

Głodne  pokolenie

 

W Polskiej Rodzinie

Robotniczej

 

Te same ściany

Te same mury

Zawsze brakowało

Do pensji

Dziś jeszcze więcej brakuje

Do renty

Do emerytury

 

 Innowacje

 

Na zawsze wymazali

Czas błędów i wypaczeń

Kto dziś tłumaczy załodze

Dlaczego wbrew jej woli

Za bezcen sprzedają ich zakład

Dlaczego Załoga

Traci

Pracę

 


 Złodzieje

 

Załoga broniła zakładu

W obronie zakładu protestowali

A mimo to zakład z załogą
W majestacie ich prawa

Sprzedany

By nie było szmeru

W kolejną

Rocznicę Solidarności

Najbardziej pokornym

Dadzą kawałek orderu

 

Pierwsza Prawda

 

Nie dzięki Rządowi

Polska jest jeszcze taka silna

Dzięki swej Wierze

I swojemu Narodowi

Wiara Ludu w Polsce

Jest zawsze taka sama

Ani mniejsza

Ani większa

Ani inna

Zawsze tak samo

Wierna

Do bólu szczera

Autentyczna

 

Wyzwanie

 

Nie po drodze nam z PO

Ciągnie  tylko Kraj

Na dno

 

Lojalni

 

Najwięcej troski

Mają wobec Berlina

Wobec Brukseli

I wobec Moskwy

 

Depresja

 

Naród już nie pyta

Jaka jest przyczyna

Ze smutkiem patrzy

Jak kolejna szansa

Tak Polskę znów omija

 

A oni znów liczą ile

Ile wziąć państwowej kasy

Na swoje Peru

Karaiby

Egipt

I Antyle

 

Rodzinna strategia

 

Choć tyle porządzić

By choć na pokolenie

Dobrze się urządzić

 

Teatrzyk

 

I przybywa pod Pomnik

I szef a nawet i wice

Uczcić kolejną

Solidarną

Rocznicę

 

A lud aż z bólu się wije

I nawet bossowie

Już wam braw

Nie bije


 Wesołkom ku przestrodze

 

Tylko najbardziej podli

Śmieją się z tej ciężkiej

Smoleńskiej katastrofy

I z tej równie ciężkiej

Politycznej zbrodni

 

 

Z historii niezwyciężonych

 

I  Hitler

I Stalin

Też był zawsze zwycięski

Do czasu

Do czasu swojej

Klęski

 

 Kolejna miotła

 

Znów  po wyborach

Więc i peowska  partyjna

Zwycięska klika

Na wszystkie stołki

Gdzie tylko może

Swoich upycha


 

Piekielny powiew

 

I już nowa diablica

Miotłą wywija

Ojcu Rydzykowi

Telewizji TRWAM

I Radiu Maryja

 

Lecz sam zobaczysz

Jak szybko w lot

Sam Święty Jerzy

Atakowanym

Poda Swą

Dłoń

 

I znowu Dobrem

Zwycięży

Zło


 

 Obok Proroctwa

 

Znowu nas omija

Czterdzieści i Cztery

Bo  nami rządzą

I złotouści

I strasznie pazerni

 

Profesor i magister

 

Ot i cała różnica

Ot i cała przyczyna

Tusk leciał

Uściskać prawicę Putina

Prezydent Lech Kaczyński

Leciał

Do Katynia

 

I Premier

I resort

I borowcy

Uczynili wszystko

By był tam prywatnie

I zupełnie

Obcy

 

Nasz Prezydent Polski

 

Pat

 

Prezydent Komorowski

Na Pałac aż dotąd poczeka

Póki tam już nie będzie

Nawet Cienia

Wielkiego

Lecha

Kto Prezydentowi

Wreszcie odważnie rzeknie

 

Że przed Duchem Poprzednika

Nigdy

Ale to nigdy

Nie  ucieknie

 

Przy Krzyżu

 

Oni tu szczerze

Oni tu święcie

Przyszli tu do Ciebie

Bo byłeś

Najprawdziwszym

Głosem całej Polski

Nasz Czci Godny

Panie Prezydencie

 

Rachunek Sumienia

 

Od Warszawy do Smoleńska

Od Smoleńska do Katynia

Słychać to wielkie bicie w piersi

Moja wina

Moja wina

Moja bardzo wielka wina

 

Golgota

 

I czeka Naród

Droga przez mękę

Gdy Premier z Prezydentem

Idą ręka w rękę

 

I znów jesteśmy

Na starej drodze

Jednomyślność władzy

I jedność w Narodzie

 

Weterani

 

Iluż dziś mówi

W dzień powszedni

I od święta

Że Solidarność

To przede wszystkim

Li tylko

Jej  legenda

A prawdziwi bohaterowie

Obraz nędzy w Polsce

I ból w Narodzie

 

Kłopoty z historią

 

PO co nam taki Mit

Gdy co wydarzenie

To kolejny

Zgrzyt

 

Prognoza Donalda Tuska

 

Będą padać

Najbardziej widocznie

W pierwszym rzędzie

Polskie Stocznie

Bo stoczniowe dzisiaj serce

To stocznie niemieckie

 

Lewe skrzydło

 

Solidarni aliści

W swojej nienawiści

 

 Dorobek

 

Widać to od paru lat

Grabież  Polski

Zwana prywatyzacją

Udanie

Trwa

 

Zaproszenie Ministra

 

Oferta prosto z…

Ministerialnego  serca

Kto następny

Do Smoleńska

 

Piramida Głupoty

 

Głupota we łbach

Już całkiem gości

Odebrać

Solidarność

Solidarności

 

 Piąta kolumna

 

Przybyli jako doradcy

Doradzając kompromis

I własną lojalność

I inwazja się udała

Dzisiaj ich prezydent

Dzisiaj ich rząd

Dzisiaj ich zakłady

I jeszcze twierdzą

Że ta Solidarność cała

To li tylko

Oni

 

Inni

 

Chcą tak bardzo

Polscy  być

A tak im przeszkadza

Polska Wiara Święta

Nasz Kościół

Nasz Krzyż

 

Solidarność

 

Li tylko w szyku

Jeszcze na Zjeździe

Jeszcze przy Pomniku

Jeszcze podczas

Jubileuszowej Mszy

Ale tu gdzie stołki

Tylko Wybrani

I tylko swoi

I więcej nikt

 


Klasyk

 

Włodzimierz Iljicz Lenin

W kułak się zaśmiewa

I swoją starą Prawdę

Tym śmielej wytyka

Solidarność Solidarność

Gdzie ana sewodnia

Krętacze do władzy

Także i w POlsce

Kupą kupą się garną

Po plecach Chłopa

Po plecach Robotnika

 

 

Repetytorium z Lewicy

 

Ma być w szkołach seks

Zamiast znaku Krzyża

Napieralski na portretach

I niebawem sama

Przyjdzie ta edukacja twarda

Na pierwszej półce

Znowu będzie li tylko ocet

Na drugiej półce

Li tylko musztarda

I jeden wielki narodowy stres

Że wszechwiedzącej lewicy

Znowu nie wyszło

 

Nie pamiętasz

Nie wierzysz

Przekonać się chcesz

Przyjdź

Do Gdańskiej Hali BHP

 

Ze zjeżonej wypowiedzi

Pani Henryki

Krzywonos Strycharskiej

 

Gniot jakże ujmujący

W sierpniu 1980 roku

Donald Tusk

Wśród strajkujących

A ileż ma dziś lat

Ten Nasz

Cudowny Kwiat

 

Grabież

 

Nic nie pomoże

I referat złotousty

Gdy zakład za bezcen

Żydowi sprzedany

Załoga na bruku

A w domu

Mieszek pusty

 

Wyrok

 

To nie stoczniowcy

Będą strzygli psy

Ale Panie Ministrze Gradzie

Geniuszu tego pomysłu

Te psy osobiście

I to już niebawem

Będzie strzygł

Twój Premier

Twoja Partia

I Ty

 

Uroczystości

 

Nie masz większego geniuszu

Żądać od ludzi radości

Gdy bezrobocie

I widmo biedy

I znikąd widoku

Realnego ratunku

Prócz emigracji

I zagranicy

 

Iluzje

 

Mówią że tacy solidarni

Tacy razem

Że aż jedni

Jedni solidarnie bogaci

I Ci drudzy

Załogi zakładów pracy

Solidarnie zupełnie

Biedni

 

Bo tak poniekąd

Dziwnie się pomieszało

I tak poniekąd dziwnie się zrobiło

To liderom  przybyło

Czyniąc ich w imię Solidarności

Bogaczami na wysokich stołkach

Co pozostałym ubyło

Czyniąc ich

Poniekąd także w imię Solidarności

Żebrakami Euro

 

Tu już nie wystarczy mowa

Tu zegar coraz mocniej tyka

I coraz głębiej milczy Ulica

W zadumie

Kiedy spadnie

Pierwsza Głowa

 

Bo taką zniewagę

Bo taki rabunek Kraju

Jak długo naród Polski

Jak długo jeszcze wytrzyma

 


Plany

 

I nic tylko nad jednym

Okropnie duma dziś

Rządowa Głowa

Jak tu tę rosnącą Opozycję

Tak lojalnie

Tak posłusznie

Tak sobie na wieczystą pociechę

Raz na zawsze

Skutecznie wychować

Albo

Raz na zawsze

Na wieki

Pochować

 

Dostrzeżone różnice

 

I może

Prezydent gdzieś Prezydent poleci

I wszystko się zmieni

I poleciał Prezydent

I już w Wawelskiej Ziemi

 

Bo ta tak Dziwna  

Smoleńska Mgła

Znów tak uparcie

Na Polski Prezydencki Samolot


Tak uparcie

Szła

Że aż przesłania

Cały Gibraltar

 

Kres

 

Kończą się obietnice

Te nadzieje na kredyt

Bo dziś

Największy w Polsce kredyt

To nasze polskie

Narodowe pola biedy

 

Nowe odległości

 

Zupełnie niedaleko

Od Donalda Tuska

Jest ta miejscowość w Polsce

Buda Ruska

 

 

Pochwała Heni

 

Po Gdyńskim Zjeździe Solidarności

W całej Polsce coraz głośniej

Mówią chłopy

Przy tym wyrwaniu się Heni

To mały pikuś

To znane wyrwanie

Filipa z konopi

 

Olśnienie

 

Taka Herod Baba chłopie


Jest  mocniejsza niż konopie

 

Medialna pożywka

 

Najbardziej zdrowa

Najbardziej czysta

(Uwaga Lekarze)

Teraz li tylko jest  

Krew Jaśnista

 

Znaki na Wschodzie

 

Możemy być dumni

Oni z tej Polski

Wycisną wszystko

Wszystko

Dla Swojej Unii

 

Prezydenckie zalety

 

Oto całej sprawy jądro

Nie powiedzieć nic

A mówić

Na okrągło

 

Kto jest  kto

 

I popatrz

Nagle

Co za zgodność ducha

Premier paluszkiem wskazał

I Prezydent wyszedł

Bo tak natychmiast

Premiera swego lojalnie

Usłuchał

 

 

Zasada

 

U nich już tradycja prawie

Każda pilna Polska Sprawa

Jest z reguły już

Po sprawie

 

Żelazny kurs

 

I już ustawili

Ten diabelski demoniczny

Aż Ośmiokrotny Zgryz

I cała naprzód

I cała naprzód

A wszystko na Jarosława

Na Prawo i na Sprawiedliwość

Na PIS

 

Atut

 

Jesteśmy za sterem

Więc nawet NIK

Nie ośmieli się spytać

Kto tutaj jest

Zerem

 





Agitka

 

Może być nawet Pusta

Aby miała Wagę

I donośne Usta

 



Kłopoty z tolerancją

 

I Im też przeszkadza TO

To Inne Zdanie

Niż  PO

 

  Figura

 

Nawet nie  Żaba

Ta Herod Baba

 

Bliżej Birmingham

 

Szukamy Polskiego Szekspira

Jest bowiem sprzyjający czas

Zamiast Lasu  Birmingham

Mamy już Nasz Polski

Smoleński Las

Bolek i nie Bolek

 

Mówią że donosił

Do kaduków stu

A cóż miał robić

Gdy był pusty stół

 

Koncert do kotleta

 

I chociaż dyrygent

Koncertował z sercem

Jak z sercem tworzył

„Cztery Pory Roku”

Wivaldi

Ale bez tego

Wcześniejszego kotleta

I dyrygent był nie ten

I publiczność była nie ta

 

Zmiana warty

 

Ruletka spocząć nie może

Chyba żeby awaria

Na taką okazję

Raczej szansa marna

Więc przez całą dobę

Więc przez całe lata

Nieprzerwanie kręci się

Odeszli jedni

Nadchodzą

Nowi agenci

Rzekomo

Polskich interesów strzec

Ze Wschodu

Z Zachodu

 

Kolejni ci  jedyni

I niezastąpieni

 

Widoki


 

Tylko co trzyma się

Za swoją dupencję

I jeszcze w Unii

Chce mieć

Prezydencję

 

Odkurz

 

Nieśli go do Glorii

Przez zakręt Historii

Kurzyło i wiało

I zupełnie nic

Ale to nic

Nie zostało

 

Wyważanie Wagi

 

Na Sali Rozpraw

Co w większej cenie

Czy toga w czerni

Czy w todze

Kieszenie

 

Kontynuacje

 

Są gwarancje w pieczęci

Lecz prawda  tego

Kto pieczęcią kręci

A jeszcze dodatkowe atrakcje

Wykładnie i interpretacje

A z Ludu Polskiego i tak Wszyscy

I dziś swoich praw

Dochodzą

Na Ulicy

Bo przecież mówią im

Już jak przed laty

Że chcą za dużo

I że nie mają racji

 

Uniwersum

 

Naród tylko to ma w głowie

Co komercyjna telewizja powie

A tu co dzień ten sam dworek

Palikot Niesiołowski

Kalisz Napieralski

Donald Tusk

I Bronisław Komorowski

I aż do obrzydzenia

To samo w kółko

Wytarte aż do dziur

Racje li tylko własne

 

 

Chłopska uczciwość

 

A jeśli doję

To krowy swoje

 

Układy

 

My priedajem wam gaz

Ale LOTOS

Budiet nasz

 

Meldunek do Moskwy

 

Ja gawarju Tebia

Ja uże w etoj PO

Putinskoj Obłasti

Ja uże tak czuwstwuju

Kak u siebia

 

Rozgrywki

 

I tak strzelają sobie

Kolejne gole

Zrehabilitują Katyń

Ale Mgłą okryją

Smoleńsk

 

Upiór

 

Na Mazurach

Na Mazurach

Wznosi się

Upiór Komtura

Z Polskim Krzyżem

Z Polskim Blaskiem

Niesie Polsce

Z Unii

Łaskę

 

Odprawa Posłów Greckich

 

Trudno i Grekowi

Dziś udawać Greka

Gdy w Skarbcu Państwa

Tylko pustka czeka

 

Faryzeusze

 

Na jedno wychodzi

Choć przynajmniej tak głoszą

Oni Krzyża nie usuwają

Oni Krzyż

Przenoszą

 

 Przypomnienie Zapominalskim

 

Krzyż był pod Grunwaldem

Pod Wiedniem

Na całą Polskę

Stoi

Na Giewoncie

I teraz Panowie Ateiści

I Panowie Libertyni

I teraz Krzyż w Polsce

Też nie będzie stał w kącie

 

Credo

 

Nasza Polska

Zawsze mocno

Stoi na swoich nogach

I swój Szacunek okaże

Także w miejscach najbardziej publicznych

Wobec swojego

Kochanego Boga

 

Kij na siebie

 

Kpili

Grozili

I dorżnęli „watahę”

Dziś za to wszystko

Sami 

Pod strachem

 

Pokłosie „Roty”…

 

Wprawdzie Prusak

Znów jeszcze nie pluje

Polakowi w Twarz

Ale i tak w Gdańsku rządy

Coraz bardziej Polsce obce

Oddali  już obcym

Wodę i Gaz

Teraz Polską Młodzież

Spychają na manowce

Bo wymyślili

Ci gdańscy peowscy rajcowie

Te gdańskie niby orły i sokoły

Że w Gdańsku

Młodzieży niepotrzebne

Prastare Polskie Szkoły

Mamona i bufonada

Tak już przeżarła

Ich umysły i serca

I nic tylko deliberują

Co jeszcze  sprzedać

Co jeszcze sprzedać

Aby tylko Polakom wyrwać

By tylko Polakom

Nie dać

 

Podwójne Dno

 

Nie dość że badziewie

To jeszcze nie wie

Że nie wie

 


Przestroga dla Polski

 

Nigdy Polsko

Nie bądź piłką

Bo wciąż Tobą

Będą grać

Będą Tobą

Grać o wszystko

Aż nie będzie

O co grać


Ilustracje

Archiwum Internetowe

Stanisław Józef Zieliński

Tekst

Stanisław J. Zieliński

Gdańsk 10, 06. 2011   

Wydanie II 

Opatrzone ilustracjami

10. 08. 2026                                          

                                           

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 




Komentarze